29/10/2023
Post jest świetny i porusza problem szerzej i głębiej niż może się wydawać. Obawiam się jednak, że niewiele osób go zrozumie, ale już sama chęć zastanowienia się nad tym czego dotyczy jest sukcesem. Polecam czytać uważnie i z otwartą głową.
Brawo Kamil! 👏
WYGRALIŚMY?
Łącznie 16 zawodników z Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Toruniu wzięło udział w październikowych zmaganiach o tytuł najlepszego drwala regionu. O tym wydarzaniu możecie przeczytać we wcześniejszych postach. A jakie jest pokłosie tego wydarzenia?
Pierwsze wnioski wysnuć można było jeszcze w trakcie zmagań. Na inne trzeba było trochę poczekać. Niemniej, jeśli jeszcze podczas zawodów, stąd i zowąd, usłyszeć można było, że formuła wydarzenia się podoba, a sami uczestnicy swojego przyjazdu nie żałują, to już znaczy, że wygraliśmy. Jeśli po zawodach dzwoni do mnie jeden zawodnik, a drugi pisze z prośbą o wsparcie, bo od teraz chce startować w zawodach regularnie i być po prostu lepszy, to wygraliśmy. Jeżeli choć jeden startujący drwal zobaczył, że można pracować i ciąć inaczej (a co do tego nie mam wątpliwości), to wygraliśmy. Jeśli z kolei inny zawodnik umieszcza w internecie filmik będący relacją z zawodów, w której opowiada, że było warto, a za rok wróci lepiej przygotowany, to wygraliśmy!
W takim razie czy ktoś przegrał? Organizatorzy o zawodach informowali wszem i wobec, więc dowiedzieć się o nich mógł każdy, kto wiedzieć powinien. Ścisłe grono zainteresowanych uczestników (a raczej ich szefów) otrzymało pełen pakiet informacji o zawodach: szczegółowy harmonogram, regulamin, a nawet specjalnie przygotowany na tę okazję poradnik, w którym napisano, jak się do debiutu przygotować, czy co ze sobą zabrać. Słowem: zrobiono więcej niż potrzeba.
Dlatego wszystkie otrzymane głosy wyrażające niewiedzę w tym podstawowym zakresie dotyczącym zawodów dają do myślenia. Jeśli zawodnik na kilka dni przed startem dopytuje się o to, gdzie zawody w ogóle się odbywają, to coś tu nie gra. Jeśli na samych zawodach grupa zawodników na odprawie, albo w kuluarach zdradza, że od szefa nie otrzymali żadnej informacji, a nawet wydrukowanego regulaminu i nie wiedzieli jak się przygotować, to coś tu nie gra. Jeśli kolejny zawodnik żali się, że pytał swojego szefa o możliwość treningu przed wyjazdem, a ten odpowiadał zbywająco, że to nie ma sensu, to coś tu nie gra.
Drodzy przedsiębiorcy! Wydrukowanie kilku kartek regulaminu i udostępnienie ich swojemu pracownikowi, to nic trudnego. Rozumiem zapracowanie i zaprzątnięcie głowy licznymi problemami dnia codziennego, ale niech na waszą ambicję podziała fakt, że w tym momencie o wyszkolenie waszego pracownika bardziej dbał jakiś leśnik, niż wy sami. Wiem, że firmy leśne nie mają w zwyczaju doszkalać swoich pilarzy, a bazują tylko na raz zrobionym kursie (często zrealizowanym dawno temu i wątpliwej jakości). Tutaj mieliście okazję wysłać pracownika na dwudniowe warsztaty za darmo. A prócz zmagać stricte praktycznych odbywały się bardzo ciekawe wykłady tematyczne. Wystarczyło tylko przyjechać. Jeśli myślicie, że zawody nic nie dają, to znaczy, że jeszcze na nich nie byliście.
W tym miejscu przypomina mi się sytuacja, jak przed kilkoma laty na organizowane przez ZUL Szarmach zawody SuperDrwal zapraszaliśmy różne firmy (udział oczywiście darmowy, wystarczyło przyjechać). Wówczas szef jednej z takich firm na ciepłe zaproszenie odpowiedział: przyjedziemy, ale jak nam zapłacicie… Chwała tym, którzy bez wahania wysłali na zawody swoich pracowników i dali im szansę przekonać się, że można pracować inaczej. W przeciwnym razie poszli by do pracy, jak co dzień i i wrócili z niej tacy sami, jak do niej poszli.
Wygranymi zarówno tych zawodów, jak i każdych innych są wszyscy w nich startujący - bez względu na zajęte miejsce i uzyskany wynik punktowy. Tylko że w wygrywaniu czasem trzeba pomóc. A czasem nie przeszkadzać...
____________________________
Jeśli dotarłeś/aś do końca, to dziękuję i na dowód przeczytania całości zostaw po sobie jakiś ślad. Będzie to dla mnie informacja zwrotna, czy nie przesadziłem czasem z ilością tekstu 😊