16/05/2023
Cześć!
Emocje po ostatnich wydarzeniach trochę już opadły, więc postanowiłem podzielić się z Państwem sytuacją, której niestety doświadczyłem. Będzie to trochę dłuższy post, jednak gorąco zachęcam do jego lektury.
Teoretycznie robota jak każda inna. Wycinka sporych rozmiarów klona jesionolistnego na Krakowskim cmentarzu. Widoczne wypróchnienie, jednak nie dające podstaw, żeby uznać drzewo za wyjątkowo niebezpieczne.
Po zainstalowaniu stanowiska do pracy i inspekcji korony, rozpocząłem wycinkę, startując od najbardziej wyciągniętego w bok przewodnika.
Będąc na samym jego końcu, słyszę trzask i moim oczom ukazuje się lecące w moim kierunku pół drzewa, razem z moim stanowiskiem. Szok i przerażenie sprawiły, że nie pamiętam za bardzo momentu zrobienia zdjęcia z góry.
Po szybkiej ewakuacji, rozpoczęliśmy analizę tego przypadku.
Jak widać na poniższych zdjęciach, okazało się, że ów wyprochnienie było jednak dużo większe. Sytuacja jedna na milion, aczkolwiek nie do przewidzenia. Dodam jeszcze, że wyłamany przewodnik nie był obciążany w żaden sposób, oprócz mojego podejścia w koronę. Widoczne zawiesie do opuszczania, było zainstalowane do użycia w późniejszym etapie wycinki. Średnica pnia w miejscu złamania, to prawie 70cm, a co za tym idzie brak możliwości zbadania głębokości, na jaką drzewo jest uszkodzone. Widzimy wtedy tylko kilka centymetrów jego struktury i szacujemy możliwość bezpiecznej pracy.
Chciałbym, aby ten post był przede wszystkim przestrogą dla koleżanek i kolegów z branży. Przelatujące pół metra od głowy 3 tony dają mocno do myślenia...
Nie traktuję tego jako mój błąd. Sytuacja teoretycznie niemożliwa, ale jednak miała miejsce.
Kończąc, życzę osobom z branży bezpiecznej pracy, a Państwu z poza niej, spokojnego dnia. 🙂