11/05/2024
Projektowanie zmierzające do rewitalizacji cennych obiektów zabytkowych jest specyficznym zakresem działalności architekta i w tym wypadku inaczej wygląda nie tylko proces projektowy, ale przede wszystkim nadzór autorski i inna jest jego waga.
Bez względu na to ile czasu poświecimy na badania architektoniczne , odkrywki czy prace archeologiczny, to dopiero uruchomienie procesu inwestycyjnego zaczyna odsłaniać gro tajemnic obiektu i powoduje konieczność reakcji oraz wprowadzania zmian i korekt. To wtedy zaczyna się to właściwe projektowanie i wówczas przesądzana jest ostateczna forma obiektu. Tu zawsze na pierwszym miejscu są relikty historycznej zabudowy, a nasze wizje i często również ambicje, winny zejść na plan drugi.
Pierwszym etapem , jeszcze zanim podejmiemy próbę wprowadzenia nowego programu funkcjonalnego w zabytkowe mury, jest próba poznania jego historii , pierwotnej formy i kolejnych etapów przebudowy. Wprawdzie potem prace budowalne potwierdzają lub korygują nasze wnioski , ale zawsze jest to podstawa do dalszych działań. Często musimy polegać na własnej intuicji, zwłaszcza gdy tak jak miało to miejsce w przypadku barokowych klasztorów nie zachowała się niemal żadna dokumentacja historyczna. Gdy oznajmiliśmy Inwestorowi oraz służbom konserwatorskim, iż w naszym zdaniem mury sejneńskiego klasztoru kryją w sobie znacznie starszy dwór obronny jeszcze z XVI wieku ,w jakim osiedli przybyli na te ziemie dominikanie, a potem zaznaczyliśmy przebieg jego murów, zbagatelizowano to. Zarówno historycy jak i konserwatorzy twierdzili zgodnie, że obiekt taki nigdy w tym miejscu nie istniał ( „a nawet gdyby, co jednak jest niemożliwe bo źródła archiwalne o tym milczą, to i tak kolejne przebudowy spowodowało zniszczenie wszelkich reliktów” ). Było więc czymś niezwykłym, gdy podczas prac budowlanych spod płaszcza ceglanego muru z XVII wieku, we wskazanym przez nas miejscu , odsłonięty został fragment fresku z którego spojrzała na nas twarz dominikanina sprzed ponad 400 lat. Całość czeka na kolejny etap inwestycji , ale już dzisiaj te fragment jest jednym z symboli klasztoru.
Drugim aspektem naszego działania jest wspomniana już wcześniej konieczność uznania, iż zawsze pierwszoplanową role odgrywa historyczna substancja obiektu, a wprowadzane przez nas wyraźnie współczesne elementy (związane chociażby z wymogami ewakuacyjnymi czy bezpieczeństwem użytkowników) stanowią niezbędne uzupełnienie. Okryte kilkusetletnie tynki czy posadzki, nawet pomimo wątpliwego dla niektórych stanu technicznego, to znacznie większa wartość sentymentalna, historyczna i poznawcza niż te wykonane współcześnie. Zachowując i uczytelniając najciekawsze fragmenty umożliwiamy w miarę postępu technicznego ich dalsze badanie , ale też pozwalamy na namacalny kontakt użytkowników z oryginalna substancją sprzed kilkuset lat. Chodzimy i dotykami tych samych elementów co pokolenia przed nami.
I ostatnia rzecz jaką chcielibyśmy podkreślić to fakt, że ocalone obiekty , ponieważ dotyczy to również klasztory w Wigrach, dostały w sposób dosłowny nowe życie, ale też zmieniły życie mieszkańców regionu. Dawne klasztory pełniąc nowe funkcje, ponownie ogniskują w sobie działania kulturowe lokalnych społeczności i stanowią o ich tożsamości. Umieszczone w ich wnętrzach wystawy nie są tymi najcenniejszymi , a może nawet mogą czasami rozczarować, ale w gdy słuchamy w zrewitalizowanych murach występów lokalnych chórów, spotykamy gospodynie przygotowujące lokalne dania czy widzimy dzieci leżące na pokrytych wykładzinami podestach zasłuchane w lokalne baśnie, to daje nam to pewną satysfakcję. Wierzymy , ze kiedyś zostaną uruchomione kolejne etapy rewitalizacja klasztorów , bo nadal są tu jeszcze przestrzenie nieodkryte , ale pewien proces został uruchomiony , a wzorzec postępowania z historyczna substancją wypracowany i chociaż nie jesteśmy autorami tych obiektów to mamy swój udział w ich ocaleniu , bo to też część naszej działalności zawodowej i związanej z nim odpowiedzialności.