23/03/2026
To pierwsza, a zarazem moja ulubiona odsłona części dziennej mieszkania w Gdańsku. Pierwsza wersja rzadko bywa tą finalną, choć i tak się zdarza. Tutaj prace nad detalami jeszcze trwają, szukamy idealnego balansu kolorów i faktur, co bywa najtrudniejszym etapem procesu, zwłaszcza gdy każda z dróg wydaje się na swój sposób zachwycająca.
W tej przestrzeni drewno o różnych odcieniach współistnieje ze sobą naturalnie, jak gatunki drzew w lesie. Pomarańczowe akcenty wnoszą dużo energii i ciepła, a zgaszona zieleń uspokaja rytm. Całość dopinają akcesoria w różnorodnych formach: kolorowe, wzorzyste doniczki i ironiczne plakaty, które podkreślają lekko satyryczny charakter tej przestrzeni.
I dokładnie o to chodziło. Nie chciałam, aby to wnętrze było katalogowe. Chciałam, żeby miało charakter, dokładnie taki, jak ludzie, którzy będą w nim mieszkać. Przy każdej realizacji nadchodzi moment, w którym projektowanie przestaje być układaniem mebli, a zaczyna być tłumaczeniem człowieka na język architektury. Bez tego wszystko byłoby tylko poprawne.
Ludzie czasem przychodzą do mnie z gotową wizją. Problem w tym, że bardzo często to wcale nie jest ich wizja, tylko zlepek obrazów, które dobrze wyglądały u kogoś innego. Internet to potężna maszyna do produkowania potrzeb, które w realnym życiu kompletnie się nie sprawdzają. Jesteśmy bombardowani estetyką efektowną na ekranie telefonu, która w codzienności okazuje się ciasna, niefunkcjonalna i co najgorsze, zupełnie obca i nijaka.
Nie tworzę wnętrz pod obrazki. Szukam tego, co zostaje, kiedy odetnie się cały ten medialny szum. Dlatego nie interesują mnie rozwiązania „na teraz”, które są modne przez chwilę, a potem zaczynają uwierać jak za ciasne buty. Chodzi o coś znacznie innego, o stworzenie miejsca, które nie potrzebuje aktualizacji co sezon. Miejsca, które z czasem nie traci, tylko nabiera sensu, dojrzewając razem z domownikami. Bo dopiero wtedy, z każdym kolejnym rokiem i śladem użytkowania, przestrzeń naprawdę zaczyna być czyjaś.
Gdańsk | 2026