08/01/2026
Piszę ten post bardziej od strony biznesowej — o tym, jak wygląda wycena, odpowiedzialność i dlaczego usługi projektowe to coś więcej niż „przeczytanie dokumentów”.
Jeśli macie ochotę zajrzeć za kulisy pracy projektantów i zobaczyć, z czym czasem się mierzą, zapraszam do lektury - "z życia wzięte".
Nigdy nie biorę zaliczek przed rozpoczęciem prac — chyba, że jest to większy temat i wiem, że będę musiała opłacić podwykonawców.
Jeśli wiem, że ktoś "zostaje" u mnie na dłużej i realizujemy projekt, zawsze rozliczam się po wykonanej pracy, a wszelkie konsultacje są po prostu w cenie zadania.
Ostatnio zgłosił się do mnie klient z prośbą o „sprawdzenie” działki pod kątem miejscowego planu przed jej zakupem. Wiedząc, że działka nie jest jeszcze kupiona, zdecydowałam się na odpłatność za usługę (oczywiście również po jej wykonaniu). Kwota została ustalona na 500 zł, z wyraźnym zaznaczeniem, że w przypadku dalszej współpracy kwota ta zostanie wliczona na poczet kolejnych prac. Klient miał dostarczyć mapę zasadniczą oraz MPZP. W trakcie analizy okazało się, że przez działkę przebiega linia energetyczna — więc jak zawsze, skonsultowałam temat z elektrykiem. Przeanalizowałam miejscowy plan, działkę i opisałam, co i na jakich warunkach można na tej posesji wykonać. Zadanie zostało wykonane.
I wtedy zaczęły się negocjacje…
Inwestor stwierdził, że 500 zł to za dużo, bo przecież „dokumenty zostały dostarczone, a ja je tylko przeczytałam”. Po wymianie maili — z myślą, że być może będzie to przyszły klient — zgodziłam się na 400 zł. Po czym dostałam kolejnego maila, że to nadal za dużo i „aby wszyscy byli zadowoleni”, proponują 300 zł. Oczywiście kwota brutto, więc sami policzcie ile to netto 🤣
Szczerze?
Całkowicie nie zrozumiałam tej sytuacji. Pani zapewniała, że zostanie u mnie jako klient, a jednocześnie tak bardzo targowała się o kwotę, która i tak miała zostać zaliczona na dalszą współpracę. Widząc, jak przebiega cała konwersacja, po raz pierwszy podziękowałam za współpracę i życzyłam powodzenia w dalszej inwestycji. Bo chyba nie na takim etapie — i nie w taki sposób — powinno odbywać się „targowanie” za wykonaną pracę.
Na koniec chcę jasno podkreślić jedno: płaci się nie tylko za „czytanie dokumentów”, ale za wiedzę, doświadczenie, odpowiedzialność i czas, który ktoś poświęca, aby te dokumenty właściwie zinterpretować, skonsultować i przełożyć na realne możliwości inwestycyjne. To właśnie ta wiedza często pozwala uniknąć kosztownych błędów jeszcze przed zakupem działki — a to ma realną wartość.
Szanujmy swoją pracę, ale też pracę innych.