06/04/2026
Część z Was poznała Jojo i Maćka wczoraj, część znała od dawna.
Obserwowaliście ich media, pełne rodzinnego ciepła, miłości i uśmiechu - dużo uśmiechu.
Bo Maciek i Małgosia to młodzi ludzie, którzy są przepięknie nastawieni do świata i ludzi.
Wstydzili się założyć zbiórkę, a zanim postanowili to zrobić, wielokrotnie przez lata pomagali innym dzieciom - bezinteresownie, nie wiedzieli, nie oczekiwali, by to kiedyś miało wrócić.
Ich profil jest magiczny, piękny, niezwykle barwny, idealnie przedstawia niezwykłe zaangażowanie w pracę fotografów.
Jednak choroba syna spowodowała, że kolor zbladł, stracił intensywność. Maciek został postawiony przed jednym z trudniejszych wyzwań z którym każdego dnia, w tym kraju mierzą się zrozpaczeni rodzice chorych dzieci
Pokazać rzeczywistość by ratować syna czy zamknąć ich cierpienie w własnym domu?
Wielu z nich, mimo że kocha swoje dziecko, nie daje rady i nie można ich o to winić.
To fragment, sekunda na którą nikt z Was nie zwrócił uwagi. Nie potrafię nawet wyobrazić sobie, co siedzi w głowie młodego taty, który leży obok własnego dziecka, które cierpi, a on zagryza zęby bo wie, że musi to cierpienie pokazać. To ostatnia rzeczy, która w tym momencie chce zrobić - musi.
Jaki ból towarzyszy uczciwemu, skromnemu człowiekowi, który trzyma komórkę nad synem i płacze razem z nim? To nie słodkie selfie, a niemy krzyk rozpaczy by zostali zauważeni.
Na tym pięknym, magicznym profilu, ten moment pokazuje rzeczywistość z jaką mierzą się rodzice gdy drzwi od domu zamykają się i zostają sami.
Podróż po zdrowie Joachima Radziszewskiego nie zakończy jego kolejny upadek, a miłość i oddanie jego rodziców.
Byliście tu wczoraj, bądźcie i dziś.
Pozwólcie im wreszcie się uśmiechnąć do siebie.
Pozostało 250 tysięcy, powiedziałem tacie Jojo kilka dni temu, że ich zbiórka zakończy się 6 kwietnia, poniedziałek w samo południe.
Ja to tu tylko zostawię.
https://www.siepomaga.pl/jojo