12/06/2023
JEZUS PATRZY NA CIEBIE Z ZACHWYTEM
Komentarz ks. Piotra Celejewskiego do Ewangelii według św. Mateusza (Mt 9, 9-13). Homilia z dziesiątej niedzieli zwykłej (11 czerwca br.)
Wszyscy trzej synoptycy zapisują tę scenę o powołaniu Mateusza, i Marek i Łukasz, ale zapis mateuszowy jest szczególny, ponieważ Mateusz jest głównym bohaterem tej sceny. On wyróżnia się dlatego, że ani Marek ani Łukasz tej sceny nie widzieli na własne oczy, a Mateusz był tym, o kim tu jest napisane.
Dwa okruchy. Kiedy Marek i Łukasz opisują tę scenę, mówią: powołał Lewiego, tylko Mateusz używa imię: Mateusz. Dla biblijnego Żyda imię to nie tylko określenie, ale to zapis jego tożsamości, jego wewnętrznej prawdy o nim, jego misji, do której Bóg go powołuje. Imię Mateusz znaczy „dar Boga”. Pierwsze zdanie tej Ewangelii można byłoby przeczytać: Jezus wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem „dar Boga”. Kto jeszcze tak na Mateusza patrzył, jak na dar Boga? Wszyscy widzieli w nim zdrajcę, kolaboranta, złodzieja, chciwca, tylko Jezus zobaczył w nim dar Boga.
Tu jest słowo, które w języku polskim nie do końca można oddać, ponieważ tu jest napisane: ujrzał, spojrzał, zobaczył, w języku greckim jest tam użyte słowo, które można przetłumaczyć: zachwycił się, spojrzał z miłością. Nie wiem, kiedy ostatnio ktoś na was spojrzał z zachwytem, pamiętacie? Kiedy ktoś spojrzał na was takim wzrokiem, że poczuliście, że ten wzrok was podnosi? Na Mateusza wszyscy patrzyli z pogardą, bo to był kolaborant, złodziej, chciwiec, w jakiś sposób sam na to zasłużył, a Jezus patrzy na niego z zachwytem.
To też jest ciekawe, my znamy takie określenie: siedem cudów świata, tak naprawdę w języku oryginalnym, czyli greckim, jest tam: siedem zachwytów świata. To znaczy, Jezus spojrzał na Mateusza jak na ósmy cud świata, to jest taki wzrok, to jest takie spojrzenie, które podnosi.
Chciałem, żebyśmy dzisiaj zobaczyli, że Jezus tak patrzył na każdego z nas, bez względu na to, w jaki grzech się uwikłałeś, jak bardzo byle jako się czujesz, jak bardzo beznadziejnie, i myślisz, że wszystko już w twoim życiu jest skończone, wszystko, co dobre to już się wydarzyło, że ten grzech cały czas ci towarzyszy, że stał się częścią twojej natury, cały czas potykasz się o te same słabości. Dzisiaj zobacz ten wzrok Jezusa, który patrzy na ciebie z zachwytem, tak jak spojrzał na Mateusza. Jezus nie widział w nim chciwca, złodzieja, kolaboranta. Jezus zobaczył w nim swojego ucznia, później Apostoła, męczennika, Ewangelistę, to jest taki wzrok, który podnosi.
To jest coś wyjątkowego pod tym względem, że to jest wzrok, który jest nam dany od Jezusa, ale też zadany, aby nie patrzeć na ludzi tak, jak oni dzisiaj są. My dzisiaj patrzymy na ludzi, oceniając ich i jacy oni w tym momencie są. Jezus patrzy na potencjał, który w nas jest i jacy możemy być, i wydobywa z nas to: jest w tobie ukryta wielkość.
To jest dla nas zadanie, abyśmy na ludzi, którzy są obok nas, patrzyli jak Jezus, to znaczy, nie tak jak dzisiaj ten człowiek jest uwikłany w tą czy inną słabość, ale na potencjał, który w nim jest. To jest zadanie każdego ojca, każdej matki, każdego nauczyciela, każdego duszpasterza, patrzeć na drugiego człowieka na potencjał, który w nim jest i go wydobywać do góry. To pierwszy szczegół, pierwszy okruch, Mateusz nazywa siebie: dar Boga, bo po raz pierwszy ktoś na niego tak spojrzał. Chciałem, żebyśmy dzisiaj tak na siebie spojrzeli, jak na dar Boga, jestem darem samego Boga.
I tylko Mateusz zapisuje jeszcze cytat, którego Jezus używa, właśnie z księgi Ozeasza, którą dzisiaj usłyszeliśmy, z tego fragmentu z szóstego rozdziału i szóstego wersetu: „Chcę miłości, nie ofiary” (Oz 6, 6*). O co chodzi? Faryzeusze patrzyli z lękiem na to, co robi Jezus. Jezus zasiadając z celnikami i grzesznikami do stołu, zaciąga na siebie nieczystość, to znaczy nie będzie mógł wejść do świątyni, nie będzie mógł sprawować kultu, złożyć ofiary. Oni są przerażeni tym, co robi Jezus, bo oni są przekonani, że kult religijny, religijność, polega na chodzeniu do świątyni, składaniu ofiary, a życie można prowadzić zupełnie inaczej, drugi człowiek wcale nie jest ważny.
Jezus pokazuje Boga zupełnie inaczej. Jezus pokazuje Boga, który jest pełen miłości miłosiernej. Miłosierdzie Boga nie polega tylko na tym, że przebacza temu chciwcowi, złodziejowi, kolaborantowi. Miłosierdzie polega na czymś innym. Jezus go powołuje. Jeżeli przez chwilę sobie pomyślimy w ten sposób, że powołać takiego człowieka na swojego przyjaciela, na swojego ucznia, to jest strzelenie sobie w stopę. No bo nawet w policji, jeżeli ktoś obok siebie ma kogoś, kto ma szemraną przeszłość, to już jest przegrany. Jezus tak na to nie patrzy. Jezus tak tego nie widzi. Jezus powołuje tego przegranego człowieka, bo pokazuje mu: Ja w ciebie wierzę, jeszcze dużo dobrego przed nami. Jezus widzi go jako swojego Apostoła, jako Ewangelistę, jest to niezwykle spojrzenie, niezwykły wzrok. „Pragnę miłości, nie ofiary”.
My niestety często podobni jesteśmy do Izraelitów, wydaje nam się, że nasza wiara polega na chodzeniu na Mszę św., na odmawianiu różańców, na przestrzeganiu postów.
Jezus mówi: Chcę miłości. Czy ludzie obok ciebie czują się kochani, czują się ważni w twoich oczach, czują się potrzebni? Jezus nie tylko przebacza grzechy, bo nie na tym polega miłosierdzie, aby przebaczyć, Jezus go powołuje to znaczy, obdarza go swoim zaufaniem, pokazuje: jesteś dla Mnie ważny i ten wzrok Mateusza przemienia. Wyobraźmy sobie taką sytuację, że Jezus przyszedł do komory celniej Mateusza i mówi: Mateusz, wiesz jest w tobie potencjał, Ja nawet bym ciebie powołał na swojego ucznia, tylko wiesz, ty najpierw musisz się poprawić, ty musisz nad sobą popracować, ty musisz coś zmienić w swoim życiu, ty musisz przestać kraść, to wtedy Ja ciebie powołam. Jak myślicie, Mateusz by poszedł za Jezusem? Nigdy w życiu. To byłaby kolejna pogarda dla niego. Jezus spojrzał na niego z miłością. Chciałem, żebyśmy ten wzrok Jezusa dzisiaj na sobie zobaczyli. Jak On na mnie i na ciebie patrzy z zachwytem i mówi: Jeszcze dużo dobrego przed nami, jeszcze dużo dobrego w twoim życiu się wydarzy, Ja w ciebie wierzę, zaufaj mojej miłości. Amen.
Komentarz na koniec Mszy św.
Obyśmy zobaczyli ten wzrok Jezusa na nas. Często my jesteśmy zniechęceni sobą, tym, że nasze grzechy się powtarzają, ciągle są takie same, nie potrafimy z mich wyjść, w spowiedzi mówimy ciągle to samo. Jezus ciągle patrzy na nas z nadzieją i miłością, z zachwytem, i mówi: Jeszcze dużo dobrego razem zrobimy, jeszcze dużo dobrego przed nami. Jest to wzrok pełen miłości, wzrok, który podnosi. Jezus nie tylko przebacza nam nasze grzechy, ale On nas powołuje, ty też tak patrz na ludzi. Niech twój wzrok będzie pełen miłości i dobroci.
* Miłości pragnę, nie krwawej ofiary, poznania Boga bardziej niż całopaleń. (Oz 6, 6)
Świątynia Opatrzności Bożej, 11 czerwca 2023 r., godz. 8.00
❤️ Słowa Ewangelii według św. Mateusza (Mt 9, 9-13)
Jezus, wychodząc z Kafarnaum, ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego na komorze celnej, i rzekł do niego: «Pójdź za Mną!» A on wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i zasiadło wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: «Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?»
On, usłyszawszy to, rzekł: «Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: „Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary”. Bo nie przyszedłem, aby powołać sprawiedliwych, ale grzeszników».