Ewa Czerwińska - O przestrzeni. Z entuzjazmem.

Ewa Czerwińska - O przestrzeni. Z entuzjazmem. Building Transformation | Adaptive Reuse | Human-Centred Design | Spatial Awareness
(1)

Teoretycznie.To, co już istnieje, wydaje się łatwiejsze do zagospodarowania niż pusta przestrzeń czekająca na urządzenie...
29/05/2026

Teoretycznie.
To, co już istnieje, wydaje się łatwiejsze do zagospodarowania niż pusta przestrzeń czekająca na urządzenie od podstaw.

Case study: aranżacja mieszkania na wynajem w Londynie.

Przeprowadzka do nowego kraju to nie tylko znalezienie mieszkania. To również próba stworzenia poczucia domu w miejscu, które jeszcze chwilę wcześniej było całkowicie obce.

Znalezienie dostępnego mieszkania, które odpowiada Twoim potrzebom, to jedno.
Ale sprawienie, by ta przestrzeń była wygodna, funkcjonalna i naprawdę Twoja, to już zupełnie inna historia.
I właśnie o tej drugiej części będzie dziś mowa.

Wchodzisz do częściowo umeblowanego mieszkania. Jest w nim zabudowa kuchenna, stół, sofa, fotel i komoda. Łóżko, kolejna komoda, szafki nocne oraz szafa w zabudowie.
Wnosisz swoje rzeczy. Kilka własnych mebli. Przedmioty osobiste i pamiątki, które sprawiają, że miejsce zaczyna nabierać Twojego charakteru.

I wtedy zaczynają się wyzwania.
Nie możesz zmieścić wszystkich swoich rzeczy. Nie wiesz, jak połączyć istniejące wyposażenie z własnymi meblami. Zastanawiasz się, jak dodać nowe miejsca do przechowywania, które będą jednocześnie praktyczne i spójne wizualnie.
A do tego nie możesz zmienić koloru ścian, powiesić niczego na ścianach ani wprowadzać trwałych zmian.

Właśnie wtedy odezwała się do mnie Agata.
Początkowo umówiła konsultację, aby upewnić się, czy dodatkowe meble i dodatki, które wybrała, będą pasowały do mieszkania.

Do dziś pamiętam jej zdziwioną minę, gdy na pytanie: „Co mogę tu zrobić?” odpowiedziałam: „Nie znamy rzeczywistych wymiarów mieszkania, więc na razie nie jestem w stanie ocenić, co faktycznie będzie tu pasować.”

Rzut otrzymany od agenta nieruchomości pokazywał jedynie całkowity metraż mieszkania. Nie zawierał wymiarów poszczególnych pomieszczeń. A to właśnie te informacje są kluczowe, aby ocenić, co rzeczywiście zmieści się w danej przestrzeni.

Jak poradziłyśmy sobie z tym wyzwaniem?
🖍 Najpierw pokazałam Agacie, jak samodzielnie wykonać dokładne pomiary mieszkania, abyśmy wiedziały, z jaką przestrzenią pracujemy. I poradziła sobie świetnie, robiąc inwentaryzację po raz pierwszy w życiu!
🖍 Spędziłyśmy czas na długiej rozmowie określając jej potrzeby i priorytety.
🖍 Określiłyśmy, z jakimi kolorami wokół siebie Agata czuje się dobrze. Zwłaszcza w nowym miejscu, z dala od dotychczasowego otoczenia i tego, co było jej znane.

Następnie przejęłam proces aranżacji, który obejmował:
- analizę układu funkcjonalnego, wielkości i proporcji pomieszczeń,
- ocenę istniejącej zabudowy oraz mebli wolnostojących,
- wprowadzenie niewielkich zmian funkcjonalnych, które całkowicie odmieniły sposób korzystania z mieszkania,
- wprowadzenie Agaty własnych elementów wyposażenia, dobór nowych mebli uzupełniających istniejące wyposażenie oraz osobiste przedmioty Agaty,
- dodanie akcentów kolorystycznych, które wniosły do wnętrza więcej życia,
przygotowanie konkretnego planu działania: co zmienić, co dokupić, co przestawić, aby mieszkanie stało się funkcjonalne, komfortowe i naprawdę przypominało dom. Jej dom. Dom na emigracji.

Teoretycznie.
To, co już istnieje, jest łatwiejsze do zagospodarowania niż pusta przestrzeń.
Na pierwszy rzut oka rzeczywiście tak się wydaje.

Ale połączenie różnych elementów w spójną całość przypomina raczej układanie puzzli. Czasem nawet puzzli pochodzących z różnych pudełek i przedstawiających zupełnie inne obrazki. To balansowanie pomiędzy wielkością pomieszczeń, proporcjami mebli, indywidualnymi potrzebami, kolorami i detalami, aby wszystko współgrało zarówno wizualnie, jak i funkcjonalnie.

To wymaga spojrzenia szerzej niż tylko na meble i metry kwadratowe. Myślenia projektowego. Świadomości przestrzennej. Umiejętności dostrzegania zależności i poszukiwania rozwiązań tam, gdzie na pierwszy rzut oka ich nie widać.
Co ważne - cały ten proces przeprowadziłyśmy zdalnie.

PS: Chcesz stworzyć własną przestrzeń? Napisz do mnie wiadomość prywatną.

Czasem architektura potrafi zaskoczyć w najmniej oczywistych miejscach.Zwykły dzień.Rozmawiasz ze znajomą. Wymieniacie s...
27/05/2026

Czasem architektura potrafi zaskoczyć w najmniej oczywistych miejscach.

Zwykły dzień.
Rozmawiasz ze znajomą. Wymieniacie się poglądami i przemyśleniami.
Nagle schodzicie na temat K-Popu. Ona wysyła Ci swoją ulubioną piosenkę koreańskiego boysbandu. Klikasz z ciekawości, żeby zobaczyć posłuchać i zobaczyć, o czym rozmawiacie. Zupełnie normalna rzecz przy dzieleniu się swoimi zainteresowaniami.

I wtedy odkrywasz coś niespodziewanego. Twoje oczy widzą miejsce, które znasz.

Rozpoznajesz budynek. A właściwie ruiny jednego z najbardziej wyjątkowych polskich zamków XVII wieku.
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe. Kultury Zamek Krzyżtopór w Ujeździe

Znasz tą budowlę z historii architektury oraz własnych eksploracji. Zachowaną w formie trwałej ruiny. Ten manierystyczny pałac typu “palazzo in fortezza”, łączący charakter pałacu i twierdzy w jednej monumentalnej kompozycji.

Na początku pojawia się jednak mała wątpliwość z tyłu głowy. I pytanie: czy to naprawdę możliwe, żeby koreański zespół nagrywał tam swój teledysk?
Ale zachowana struktura nie pozostawia złudzeń.
Zwłaszcza charakterystyczna centralna część wpisana w plan owalu przypominającego z góry dziurkę od klucza. Ten element zamku, który nigdzie indziej nie występuje.
Sprawdzasz. I tu moment drugiego zaskoczenia.
To jednak prawda. Koreański boysband nagrywał swój wideoklip właśnie tutaj.
W ruinach Zamku Krzyżtopór.

I prawdę mówiąc - w czasach, gdy niemal wszystko można stworzyć cyfrowo albo wygenerować całkowicie przez AI, naprawdę doceniam decyzję twórców klipu, co do miejsca, które znaleźli. Takie, które pasowało to konwencji utworu. Wybrali ruiny polskiego zamku. Zainteresowali się nim. Włączyli go do wizualnej narracji własnej produkcji.
I fizycznie tam przyjechali. A także nagrali wideoklip.

Taka decyzja zrobiła na mnie wrażenie.

Bo poza samą muzyką stało się to również zaskakująco piękną promocją polskiej historii architektury i dziedzictwa, zobaczoną przez miliony ludzi na całym świecie. /pytanie tylko, ilu fanów jest w stanie zlokalizować to miejsce :)/

Ciekawostka: Zamek Krzyżtopór słynie z astrologicznej symboliki.
W swojej formie posiadał:
• 4 baszty symbolizujące pory roku,
• 12 wielkich sal odpowiadających miesiącom,
• 52 komnaty - tyle, ile tygodni w roku,
• oraz 365 okien - po jednym na każdy dzień.

Gdzie go można zlokalizować?
Zamek Krzyżtopór, Ujazd

A o jakim teledysku mówię?
“Bite Me” - Enhypen

PS: Czasem architektura łączy zupełnie różne światy. Jak ruiny XVII-wiecznego zamku z XXI-wieczną muzyką. Różne czasy. Różne epoki. Różne style. A jednak można znaleźć nić porozumienia.

Co bycie mamą zmieniło w mojej pracy jako architekt?I nie chodzi tylko o lepszą organizację czasu. Bo to rozumie się sam...
26/05/2026

Co bycie mamą zmieniło w mojej pracy jako architekt?
I nie chodzi tylko o lepszą organizację czasu. Bo to rozumie się samo przez się.

Bycie mamą wyniosło umiejętność słuchania indywidualnych potrzeb do poziomu zenitu. Bo uważne słuchanie i prawdziwe zrozumienie drugiego człowieka jest fundamentem tworzenia dobrych, komfortowych i dopasowanych przestrzeni.
Bo każdy jest inny. Nawet dzieci, które biegają po Twoim domu.
Każdy inaczej funkcjonuje. Inaczej odpoczywa. Regeneruje się. Poszukuje inspiracji.
Inaczej odbiera światło, dźwięki, kolory i ilość bodźców.
I każdy potrzebuje odpowiednich rozwiązań, by czuć się dobrze.

Bycie mamą jeszcze mocniej utwierdziło mnie w przekonaniu, jak bardzo indywidualni jesteśmy jako ludzie.

W dużej mierze otworzyło mnie również na mówienie obrazowe. Nieustannie. Podczas spacerów, podróży i drogi do szkoły czy przedszkola. Nauczyło tłumaczyć trudne rzeczy prostym językiem. Tak, by rzeczy dla mnie oczywiste stawały się zrozumiałe dla innych.
Bo nie każdy musi rozumieć przestrzeń zawodowo. Ale każdy powinien umieć ją świadomie odczuwać.

I po latach bycia mamą-architektem wiem jeszcze lepiej, jak ogromne znaczenie ma przestrzeń, w której dorastasz i się rozwijasz.
To, co widzisz. Na co patrzysz. Czym się otaczasz. Jak obserwujesz światło. Jak zestawiasz barwy. Jak uczysz się dostrzegać zależności, rytm, proporcje i detale.
To wszystko buduje wrażliwość. Wyobraźnię. Świadomość. I sposób patrzenia na świat, w którym możesz dostrzec dużo więcej.

Dlatego lekcje historii miast i architektury zawsze stawały się u nas zaproszeniem do własnych eksploracji, spostrzeżeń i wniosków. Do obserwowania detali. Dostrzegania różnic. Łączenia wątków. Szukania podobieństw i kontrastów. Budowania własnej bazy gustów, skojarzeń i upodobań.
Z nieustannym pytaniem w tle: „Czy da się żyć bez architektury…?”

Bo świadomość przestrzenna zaczyna się od uważności i zrozumienia jej znaczenia.

Dawanie przestrzeni na własną ekspresję twórczą, słowną i spostrzegawczą buduje poczucie własnej wartości i pomaga kształtować indywidualną tożsamość.
Zwłaszcza gdy wrażliwość przeradza się w eksplorację innych dziedzin sztuki, by jeszcze mocniej zrozumieć słowa Goethego, że architektura jest „zamrożoną muzyką”.
Bo poziom wrażliwości i kreatywności naprawdę ma wiele wymiarów.

Rozmawianie o emocjach i odczuciach związanych z przestrzenią pobudza świadomość przestrzenną i pomaga określić swoje miejsce. Takie, które wspiera osobowość, potrzeby i codzienne funkcjonowanie.

Bo dzieci nie potrzebują skomplikowanych i przeładowanych przestrzeni do rozwoju. Potrzebują miejsca, w którym czują się bezpiecznie. Mogą być sobą i rozwijać własną kreatywność. Podłogi, na której będą ćwiczyć koziołki, przeciągać się, układać puzzle czy malować obrazy większe od nich samych.
Nie potrzebują przebodźcowania. Instagramowych pokoi. Nadmiaru dekoracji i nieustannego „efektu wow”.

Bycie mamą nauczyło mnie również ogromnej cierpliwości do milionów pytań. Tych oczywistych. Tych pozornie dziwnych. I tych zadawanych po raz dziesiąty. Bo nie dla każdego wszystko jest oczywiste. Dlatego potrzebuje jasnego tłumaczenia, ukierunkowania i spokojnego prowadzenia dalej.

Pokazało, że pielęgnowanie umiejętności manualnych jest dziś naprawdę na wagę złota. Dlatego spokojnie dzielę się z dziećmi moimi oldschoolowymi materiałami:
ołówkami, kredkami, kalką i brystolem.

Rozmawiania o przestrzeni.

Tego nauczyły mnie moje dzieci.
Mówienia obrazowego tak, by inni mogli lepiej zrozumieć swoje przestrzenie i odnaleźć w nich samych siebie. Dlatego jako mama-architekt mówię dziś bardziej otwarcie.
Z większą empatią. Uważnością. I zrozumieniem.

O przestrzeni.
Z entuzjazmem.
Kształtując świadomość przestrzenną.

Dobrego Dnia Matki!

“As a Kickstart Mentor you transformed lives …”And in this round, there were over 300 lives we helped transform forever....
09/05/2026

“As a Kickstart Mentor you transformed lives …”

And in this round, there were over 300 lives we helped transform forever.
These words came together with flowers from Sigrun Gudjonsdottir

A small gesture.
But meaningful.

A thank you for four months of mentoring Somba Kickstart participants and supporting them as they took bold steps towards creating their first (or next) online course.

Thank you, Sigrun and Ina Mewes, for the trust and opportunity to be part of the Mentor's Team for the third year in a row.

Watching mentees grow reminds me that we grow too.
And our individual strengths and superpowers can genuinely shine there.

Every small step forward, every breakthrough, every moment of overcoming fear or uncertainty becomes a reminder of why supporting people on their journey matters so much to me.

It was an honour and a pleasure to support such an ambitious, courageous, and inspiring cohort.

See less

Pojechaliśmy z Darkiem na pierwsze spotkanie z inwestorem.Z dala od lokalnej zabudowy. W otoczeniu lasów, łąk, pastwisk....
04/05/2026

Pojechaliśmy z Darkiem na pierwsze spotkanie z inwestorem.
Z dala od lokalnej zabudowy. W otoczeniu lasów, łąk, pastwisk. W pobliżu niewielkiego jeziora, do którego schodziło się dość stromo.

Na miejscu czekał na nas stary dom z lat 30. XX wieku, z częściowo rozpadającą się dobudówką. Dom prosty w formie, murowany, z symetrycznie rozmieszczonymi oknami tylnej fasady; w szczytach – także zachowana symetria. Od strony wejścia – dobudowany ganek.

Obiekt znajdował się w strefie ochrony konserwatorskiej, co od początku wyznaczało ramy projektowe i kierunek myślenia o jego przyszłości.
Przywitało nas bardzo sympatyczne małżeństwo, zauroczone miejscem. I z własną wizją spełnionego marzenia o całorocznie dostępnym domu nad jeziorem.
Błysk w oczach i entuzjazm były widoczne z daleka.

Najważniejszymi wytycznymi dla nas było stworzenie domu krytego strzechą, z wolim okiem oraz ze ścianami zewnętrznymi nawiązującymi do muru pruskiego.

Z początku byliśmy zaskoczeni.
Ale finalnie temat okazał się bardzo ciekawym projektowym wyzwaniem.

Zaczęliśmy od dokładnej inwentaryzacji architektonicznej oraz analizy historycznej – zarówno samego budynku, jak i lokalnych tradycji budownictwa szkieletowego. To one stały się punktem wyjścia do dalszych decyzji projektowych.

Zachowaliśmy pierwotny zarys domu, rozbudowaliśmy go na potrzeby oczekiwań funkcjonalnych i stworzyliśmy czytelny, indywidualnie dopasowany układ przestrzenny.
Urządziliśmy poddasze tak, by poranne promienie słońca wnikały przez okna sypialni, a wole oko pozwalało na obserwację krajobrazu, zieleni i jeziora z wyższego poziomu.
To, co było kluczowe, to reinterpretacja tożsamości budynku.
Nie odtworzenie, ale świadoma transformacja.

Zewnętrzne ściany obłożone zostały precyzyjnie rozrysowanym szkieletem drewnianych belek na wzór charakterystycznej zabudowy ryglowej.
Tutaj liczył się detal i precyzja wykonania. Belki nie były maszynowo cięte – posiadały nierównomierną fakturę, świadczącą o ręcznym wykonaniu każdego z elementów.
A łączenia rygli, zastrzałów, słupów i podwalin posiadały odpowiednie czopy i wręby, aby jak najlepiej odzwierciedlać tradycyjne techniki ciesielskie. Pola ścian szkieletowych wypełniono izolacją. Dach zaprojektowaliśmy jako strzechę – nie tylko jako odniesienie do tradycji, ale również jako rozwiązanie poprawiające właściwości użytkowe budynku i jego wpisanie w krajobraz.
Całość była próbą znalezienia równowagi. Między historią a współczesnością. Między oczekiwaniami inwestorów a kontekstem miejsca. Między tym, co zastane, a tym, co możliwe.

Tak powstał „dom w kratę” – kryty strzechą, z wolim okiem, o białych ścianach rytmicznie i konsekwentnie podzielonych czarno-brązowymi belkami.

Wniosek - w komentarzu.
Wskazówka, gdzie znaleźć "Krainę w Kratę" - poniżej.

Co robię między:projektami, spacerami, czytaniem książek, słuchaniem muzyki, rozmowami, czasem spędzonym z rodziną, robi...
17/04/2026

Co robię między:
projektami, spacerami, czytaniem książek, słuchaniem muzyki, rozmowami, czasem spędzonym z rodziną, robieniem zdjęć, delektowaniem się kawą, pisaniem ARCHIletttera, spotkaniami, rozmowami telefonicznymi oraz wyjazdami i kolorami?

Już 3. rok z rzędu byłam jedną z 15 mentorek w SOMBA Kickstart by Sigrun, gdzie prowadziłyśmy grupę ponad 300 ambitnych kobiet, które rozpoczynały swoją przygodę w świecie online, tworząc swój pierwszy kurs.
Kobiet z całego świata, z różnych dziedzin, z różnymi pomysłami, wizjami i doświadczeniem. Ale z podobnymi pragnieniami i marzeniami, by wystartować ze swoim biznesem online.

Co dokładnie robiłyśmy?
Wspierałyśmy, naprowadzałyśmy, motywowałyśmy. Dawałyśmy wskazówki, przywracałyśmy na właściwy tor. Przypominałyśmy, by ufały procesowi - zgodnie z myślą i . Pomagałyśmy przetrwać sinusoidalne huśtawki nastrojów. Podtrzymywałyśmy na duchu, gdy przychodziły chwile zwątpienia, rozterki i gorsze momenty. I odpowiadałyśmy na rwące rzeki pytań …

My = 15 Mentorek: z Polski, Niemiec, Grecji, Austrii, Włoch, Australii, Republiki Południowej Afryki i Stanów Zjednoczonych — byłyśmy razem z tegorocznymi uczestniczkami SOMBA Kickstart przez całe 3 miesiące. A za naszymi plecami pracował jeszcze Team Sigrun, który wspierał nas każdego dnia.

Jaka była moja rola jako architektki i trenerki mentalnej?
Wspieranie uczestniczek, gdy pojawiały się wątpliwości. Pomoc w zmianie perspektywy, gdy nadmierne myślenie i kołowrotki zgubnych myśli brały górę. Powracanie do wewnętrznej motywacji, by pozostały na właściwej drodze i pewnie osiągnęły swój cel.

A najpiękniejsze momenty były wtedy, gdy każda z uczestniczek pokonywała swoje słabości i wewnętrzne blokady. Robiła nawet najmniejszy krok naprzód. Szła konsekwentnie do przodu, a na koniec sama robiła wielkie oczy ze wszystkiego, czego dokonała, wyznaczając własną drogę do spełnienia marzeń o biznesie online. Tych historii słucha się najpiękniej podczas uroczystego świętowania zakończenia edycji Kickstart, bo są wzruszające i inspirujące.

To była kolejna piękna, wymagająca i jedyna w swoim rodzaju edycja Kickstart - w gronie fenomenalnych uczestniczek, wspaniałego Teamu Mentorek oraz Teamu Sigrun, pod skrzydłami Sigrun.

Dziękuję, Ladies, za tą niesamowitą i owocną współpracę!
Ina Mewes Emily Bouti Carina De Vries Ellen Rösner Diana Serghei Katja Brunkhorst Jagoda Pasko Sabine Satzmacher Rachael Watt Tania Klein Loubie Otto Luisa Tuzza Annette Gevatter MOnica Bommer-Neuner

Dziękuję, Team Sigrun!

Dziękuję, Sigrun!

PS: A kiedy kończysz trzecią edycję współpracy w Kickstart i otrzymujesz od Sigrun rekomendację o treści:
"Ewa jest oddaną mentorką w naszym programie SOMBA Kickstart od trzech kolejnych edycji, a jej wpływ na naszą społeczność jest niezwykły. Prowadzi osoby tworzące swój pierwszy kurs przez cały ten proces z prawdziwą empatią, cierpliwością i pozytywną energią, która unosi wszystkich wokół niej. To, co wyróżnia Ewę, to rzadkie połączenie umiejętności. Jako architektka i trenerka mentalna jednocześnie, łączy strukturalne myślenie z głęboką inteligencją emocjonalną. Słucha uważnie, komunikuje się z klarownością i dostosowuje swoje podejście do każdego uczestnika dokładnie tam, gdzie się znajduje. Jej zaangażowanie i niezawodność są wyjątkowe - pojawia się w pełni, za każdym razem. Ewa jest dokładnie takim współpracownikiem, jakiego chcesz mieć w swoim zespole. Z łatwością porusza się w różnych kulturach, hojnie wnosi swój wkład w każdą społeczność, do której dołącza, i naprawdę zależy jej na sukcesie innych. Polecam ją z całego serca."
- tym bardziej cieszy Cię ta współpraca.

PS: jestem szczęśliwa mogąc być częścią SOMBA Kickstart!

16/04/2026

Gdy otrzymujesz taką wiadomość:
“Bardzo zapadła nam Pani w pamięci po spotkaniu w naszej siedzibie … Chciałabym serdecznie zaprosić Panią do udziału projekcie …”

… to jest to niezwykłe uczucie, niesamowite wyróżnienie i ogromna radość.

Tak też się czułam, gdy tymi słowami zostałam zaproszona do projektu “Sztuka Kobiecości” przez polską firmę odzieżową Solar Company S.A., której idea i filozofia są silnie powiązane ze sztuką, co jest również bardzo tożsame ze mną i moją pracą.

Kiedy usłyszałam temat, od razu w głowie miałam obraz tego, o czym będę mówić. Nie tylko dlatego, że kobiecość jest mi bliska jako temat. Ale dlatego, że patrzę na nią przez pryzmat, który jest dla mnie zawodowym i osobistym fundamentem - przez pryzmat przestrzeni.

Sztuka i kobiecość.
Sztuka dla mnie to różnorodność. Wieloznaczność. Złożoność.
To umiejętność tworzenia, wyrażania, opowiadania.
To emocje i siła ekspresji.
Wielobarwność i wielowarstwowość.

Kobiecość jest dokładnie taka sama.
Wielopłaszczyznowa. Wielowątkowa. Różna. I właśnie dlatego wyjątkowa.
Nie ma jednej definicji. Nie ma jednego wzorca. I to jest jej jej piękno.
Kobiecość dla mnie to przede wszystkim samoświadomość.
Dobra relacja ze sobą i akceptowanie siebie.
To umiejętność wyrażania siebie i posiadania własnego zdania.
Przyjmowania tego, co służy i jednocześnie odrzucania tego, czego nie chcemy.
To wewnętrzny entuzjazm, który nie potrzebuje niczyjej zgody, by być rzeczywistym i naturalnym.
To kolory, lekkość i zmysły eksponowane nie tylko na sobie, na zewnątrz, ale przede wszystkim wyrażane sobą i tym, co kryje się w naszym wnętrzu.
Kobiecość to sztuka wyborów. Podążania swoją ścieżką, we własnym kierunku.
To sztuka tworzenia własnych momentów i pozwalania sobie na to, żeby były naprawdę swoje.

O mojej definicji “Sztuki Kobiecości” rozmawiałyśmy w jednym z poznańskich parków.
Bo sztuka bierze się z natury. Z jej ponadczasowości, rytmu, kształtów, zmienności i wyjątkowości.
Natura to najstarszy i najczęstszy motyw w całej historii sztuki: w malarstwie, rzeźbie, architekturze, muzyce czy modzie.
Towarzyszy nam od zawsze. Nie tylko dostarczając inspiracji i ucząc nas kolorów oraz gry światła i cienia, ale wpływając na emocje i wszystkie zmysły jednocześnie.
Kojąc. Relaksując. Przypominając o tym, co istotne.
I będąc właśnie w otoczeniu rozkwitającej wiosennej zieleni, mogłam z radością powiedzieć, że: Sztuka kobiecości to sztuka bycia sobą w przestrzeni, która temu służy. W otoczeniu, które sprzyja rozkwitaniu.

Bo przestrzeń nie jest tłem. Jest częścią nas.
To, czym się otaczamy, wpływa na nas, czy tego chcemy, czy nie. A kiedy kreujemy przestrzeń dla siebie, ona kształtuje nas. Fizycznie i mentalnie. Wpływa na to, jak się czujemy, jak zachowujemy, jak myślimy. Na to, kim jesteśmy i kim się stajemy.
I to jest myśl przewodnia w mojej pracy jako architekta i trenera mentalnego.
Przestrzeń nie jest tylko tłem dla kobiecości. Jest jej integralną częścią.
I właśnie dlatego tak ważne jest, żeby była naprawdę nasza - odpowiednia i dopasowana. Żeby odzwierciedlała naszą tożsamość, wspierała nasz dobrostan i sprawiała, że chce się w niej być każdego dnia.
Czy to przestrzeń domu. Miejsca pracy. Ogrodu. Parku.
Czy ubranie, które dziś na siebie zakładamy.

Udział w projekcie “Sztuka Kobiecości” przypomniał mi, że architektura i moda mówią tym samym językiem - językiem wyboru, tożsamości i wyrazu. Że przestrzeń zewnętrzna i przestrzeń wewnętrzna są ze sobą silnie powiązane.
I że kobiecość, podobnie jak przestrzeń, w której żyjemy, nie polega na spełnianiu cudzych oczekiwań. Polega na stworzeniu własnego miejsca, w którym chce się przebywać, być i żyć. Z radością i satysfakcją.

Nazywam się Ewa Czerwińska.
Jestem architektem i trenerem mentalnym. Pomagam ludziom kreować lepszej jakości życie w przestrzeni, w której przebywają, żyją i pracują, bo wierzę, że dobrze dopasowana przestrzeń jest podstawą radości, satysfakcji i dobrego samopoczucia.

Ewa Czerwińska.
Architekt Fabryki, w której architektura jest sztuką przestrzeni.
Prywatnie - klientka marki Solar od ponad 2 dekad.

https://www.facebook.com/reel/3898012187173535

Niekiedy to nie rozmach i wielkość pokazuje rolę i znaczenie projektu …W 2011r. w moje i Darka ręce trafiło zadanie - ab...
08/04/2026

Niekiedy to nie rozmach i wielkość pokazuje rolę i znaczenie projektu …

W 2011r. w moje i Darka ręce trafiło zadanie - aby uratować istniejący budynek przed zburzeniem.
Niewielki. Stary. Zaniedbany.
Ceglany. Z II połowy XIX wieku.
Budynek Starej Szkoły.
Jak ją powszechnie nazywano w małej wielkopolskiej wsi.

Który był symbolem miasta i znaczącym obiektem dla mieszkańców, którzy wbrew wcześniej otrzymanej propozycji całkowitego zburzenia, chcieli ocalenia i zaadaptowania na Centrum Kultury.

A nasze podejście do niego było jak najbardziej spójne z oczekiwaniami lokalnej społeczności. Oraz naszym podejściem do historycznych obiektów, objętych ochroną konserwatorską.

Analizowaliśmy. Dokumentowaliśmy każdy fragment.
Odtworzyliśmy szczyty budynku, układ i wiązania cegieł.
Przywróciliśmy układ, wielkość i kształt otworów okiennych.
Odwzorowaliśmy pierwotną stolarkę okienną i drzwiową.

Rozbudowaliśmy go o niewielki fragment, by nowa funkcja użytkowa pełniła swoją rolę jak najlepiej. Z zachowaniem proporcji i formy oraz zasady czytelnego odróżnienia części współczesnej - nawiązującej do pierwotnie otynkowanego szczytu jednej z elewacji.
Tak, aby budynek w centrum wsi odzyskał wyraz.
I służył jej mieszkańcom.

Po 15 latach pojechaliśmy w odwiedziny, by zobaczyć, jak się prezentuje oraz czy odpowiednio służy jego użytkownikom.

Co najbardziej wybrzmiało ze spotkania z pracownikami Kwileckiego Centrum Kultury i Edukacji im. Floriana Mazurkiewicza?

Wdzięczność za zachowanie tożsamości miejsca - szczególnie docenianą przez starszych mieszkańców Kwilcza.
Radość z przestrzeni, w której pracują.
I z tego, że miejsce żyje.

Budynek jest zadbany, z uzupełnioną i oczyszczoną cegłą wygląda dziś tak, jakby dopiero został oddany do użytkowania.

Dla nas była to misterna praca z odwzorowywaniem detali.
Ale to, w jaki sposób adaptacja jego służy dzisiaj społeczeństwu, daje nam jeszcze większą satysfakcję.

I to właśnie ma największe znaczenie.

Pokój hotelowy, jak żaden inny.Do którego wchodząc, cofasz się do lat 60. XX wieku.I to dosłownie.Jeden jedyny pokój zac...
30/03/2026

Pokój hotelowy, jak żaden inny.

Do którego wchodząc, cofasz się do lat 60. XX wieku.
I to dosłownie.

Jeden jedyny pokój zachowany zgodnie z pierwotnym projektem i wyposażeniem, zaprojektowany przez Arne Jacobsen w Radisson Collection Royal Hotel, w centrum Kopenhagi. W hotelu, który pierwotnie był terminalem dla podróżnych oraz bazą noclegową personelu lotniczego.

Tak. Dokładnie tak, jak było.

Nawet zasłony tu wiszące mają ponad 60 lat, z delikatnie wypłowiałymi fragmentami od promieni kopenhaskiego słońca.

Pokój jest przestronny. Z horyzontalnym pasem okien. Z wyraźnie wydzieloną częścią sypialnianą, dzienną oraz miejscem do pracy /lub toaletką/.
Jak małe mieszkanie.

W którym beżową zasłoną możesz oddzielić się od reszty przestrzeni, gdy potrzebujesz więcej prywatności.
Stonowany. Zaprojektowany tak, by dawać odpoczynek: wzrokowy, zmysłowy, fizyczny.

Wypełniony błękitem odzwierciedlającym niebo i kolor uniformów stewardess oraz stewardów. Turkusem, tak mi bliskim, przypominającym patynę kopenhaskich miedzianych kopuł /kolorem, którego ponoć trudno szukać we wzorniku NCS/.
(według opowieści przemiłego Pana Christiana, który dzielił się historią tego miejsca)
W zestawieniu z ciepłem drewna w kilku gatunkach, strukturach i odcieniach.
Kompozycja świadoma. Zamierzona.

Rozwiązania funkcjonalne również były przemyślane.
Nieprzypadkowe.
Daleko wybiegające w przyszłość.

Przesuwne kinkiety, biegnące wzdłuż ściany, pozwalają prowadzić światło dokładnie tam, gdzie go potrzebujesz. Nad łóżkiem. Przy stoliku nocnym. Przy kanapie. Czy przy biurku.
Oraz mobilne szafki, których wysokość można dopasować do wzrostu i aktualnych potrzeb użytkownika.

W części dziennej, tuż przy oknie czeka na Ciebie strefa odpoczynku i relaksu z kultowym fotelami:
The Egg.
The Swan.
The Drop.
Ikonami designu zaprojektowanymi przez Jacobsena.
/można je podziwiać także w Designmuseum Danmark/

Ten pokój naprawdę robi wrażenie.
Komfortem, jaki oferuje.
Nowatorskimi rozwiązaniami.
Atmosferą budowaną kolorem, materiałem i teksturą.

To Pokój 606.

Jedyna taka perełka spośród setek pokoi w tym hotelu.
I najważniejsze, że przetrwała dekady w niezmienionym stylu.
W swojej formie. W swoim charakterze.

Jak ja czekałam, żeby zobaczyć to miejsce na własne oczy.

Zdjęcia: moje własne.

Najlepsze kino?Kino kameralne.Takie z duszą. Gdzie siedzenia naznaczone są czasem i historią.Z siedziskami  z giętego dr...
29/03/2026

Najlepsze kino?

Kino kameralne.
Takie z duszą. Gdzie siedzenia naznaczone są czasem i historią.

Z siedziskami z giętego drewna i delikatnie profilowanymi podłokietnikami.

Taki klimat miejsca, gdy idziesz na film.

A co najlepsze - gdy sala zajęta jest tylko w niewielkim stopniu.
A kiedy gasną światła, nie słychać szelestu folii od otwieranych chipsów i ciastek.
Momenty ciszy, której nic nie zakłóca przed rozpoczęciem seansu.

Wtedy, w tej ciemnej przestrzeni, na drewnianych krzesłach możesz z przyjemnością obejrzeć wybrany film.

A Ty, lubisz kina kameralne?

Kino Halszka

Adres

Dworcowa 39 Lok. 204
Szamotuły
64-500

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 17:00
Wtorek 09:00 - 17:00
Środa 09:00 - 17:00
Czwartek 09:00 - 17:00
Piątek 09:00 - 17:00

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Ewa Czerwińska - O przestrzeni. Z entuzjazmem. umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Firmę

Wyślij wiadomość do Ewa Czerwińska - O przestrzeni. Z entuzjazmem.:

Udostępnij