22/11/2024
Post słodko-gorzki.
Zdecydowaliśmy się napisać, jak wygląda z naszej perspektywy sytuacja z budynkiem przy Zamkowej/Placu Wolności, bo dostajemy wiele pytań typu "co to będzie", "czemu nigdzie nie pokazujecie jak to będzie wyglądać" , etc. Odpowiedź jest prozaiczna: tak naprawdę nie wiemy, nie znamy ostatecznego kształtu, skali i autora przeróbek naszego projektu.
Cieszymy się, że w końcu powstaje - żaden chyba do tej pory temat nie zaangażował nam tyle czasu, serca, nerwów, środków, co ten: pierwszą koncepcję robiliśmy w 2013r (!).
Potem było kilka projektów, pozwoleń , batalia urzędowo-sądowa we wszystkich chyba możliwych instancjach, spory pomiędzy czteroma (nawet pięcioma) sąsiadami które poblokowały inwestycje na wszystkich działkach w okolicy. Nie na post na FB, bo nikt takich długich postów nie czyta :)
W każdym razie, w którymś momencie, aby umożliwić rozwiązanie tego gordyjskiego węzła poprzez odsprzedaż przez naszego Inwestora działki wraz z pozwoleniem i naszym projektem (który miał być wg deklaracji ówczesnego kandydata na nabywcę zaprojektowany całkowicie od nowa) - podpisaliśmy aneks do umowy, w którym zrzekliśmy się wszystkich praw autorskich, w tym zależnych. Staramy się tego nigdy nie robić, ale tutaj uznaliśmy, że skoro ma to odblokować sytuację , a ktoś inny zrobi nowy projekt - OK, nie ma co "robić Rejtana".
W efekcie do tamtej transakcji nie doszło, ale zapisy aneksu zostały... po kilku latach pojawił się nowy właściciel działki ( i projektu z pełnią praw) , z którym odbyliśmy kilka spotkań w sprawie zmian, w całkiem dobrej atmosferze ... Niestety okazało się, że nasze wizje odnośnie tego , jak ten budynek powinien wyglądać są na tyle rozbieżne, że nie jesteśmy w stanie podjąć współpracy i firmować rozwiązań, które nowy Inwestor forsował. Uznaliśmy, że uczciwsza będzie sytuacja, w której pojawi się nowy architekt, weźmie odpowiedzialność za ostateczny kształt budynku i będzie mógł go z przekonaniem bronić przed krytyką, która się z pewnością pojawi.
Pojawi się, bo pojawia się praktycznie zawsze, a bardziej eksponowanego, widocznego i ważnego miejsca ciężko we Wrocławiu szukać... Jesteśmy pewni, że pojawiłaby się także w stosunku do naszego projektu - ale wiedzielibyśmy wtedy, jak nasze pomysły z przekonaniem tłumaczyć.
Reasumując - przyznajemy się do skali i kształtu bryły (zza siatek wydaje się cały czas, z niewielkimi zmianami, bardzo znajoma :) ). Wydaje nam się, że dobrze tu "siadła" (choć mieliśmy już sygnały, że za duża, zły dach, po co ten skos, etc. ...).
Natomiast nie przyznajemy się do tego, co będzie widać zaraz, po opadnięciu siatek. Nie dlatego, że wydaje nam się to jakieś fatalne, bardziej dlatego, że - jak na wstępie - po prostu nie wiemy co to ostatecznie będzie (choć kierunek nie wydawał nam się niestety dobry). Dziwne uczucie dla architekta.
Ale z pewnością znajdą się i zadowoleni...